Wymagania programowe z wychowania fizycznego dla uczniów. klas IV z zakresu umiejętności. Dział: Mini piłka nożna. 1. Żonglowanie piłką. „6” Uczeń odbije piłkę głową, udem, stopą przynajmniej 15 razy bez upadku piłki na podłogę. „5” Uczeń odbije 10 razy piłkę dowolną częścią ciała bez upadku piłki na podłogę. Trzy punkty przyznaje się wtedy, gdy piłka wpadnie do kosza po tym, jak zawodnik odda celny rzut zza specjalnej linii, która wyznacza obszar punktacji. W rozgrywkach europejskich punkt ten Gdy zawodnik będący w ruchu, chce podać lub wykonać rzut do kosza, ma prawo wybić się z nogi obrotu, a następnie (nawet z piłką) opaść na stopę (lub obie stopy jednocześnie), po czym jedna lub obie stopy mogą zostać ponownie oderwane od parkietu, lecz do póty nie może ponownie opaść którąkolwiek ze stóp na podłogę Koszykówka – zasady gry. W meczu koszykówki uczestniczą dwie drużyny składające się maksymalnie z 12 zawodników (w tym kapitana), z czego w trakcie gry na boisku przebywa po 5 zawodników każdej drużyny. Zasady gry w koszykówkę określają również czas trwania meczu: spotkanie dzieli się na 4 kwarty, a każda z nich trwa Opowiem o zależności siły i prędkości w treningu mocy oraz zdefiniuję główne elementy treningu z piłką lekarską, dzięki czemu łatwiej dopasujesz konkretne rzuty do swoich celów treningowych. Ponadto poruszę temat nie tylko kształtowania mocy, ale również budowania stabilności – oczywiście wykorzystując piłkę lekarską. 1,2,3 to nazwa ćwiczenia, które zawsze stosuję w nauczaniu rzutu oraz liczba faz z jakich składa się rzut. Nauczając rzutu dzielę go na 3 podstawowe fazy: 1. Pozycja potrójnego zagrożenia. 2. Uniesienie piłki na wysokość czoła nie unosząc przy tym bioder. 3. Wyprost bioder z równoczesnym wypchnięciem piłki w kierunku kosza. 4. Po faulu na zawodniku rzucającym do kosza, sędzia może orzec: a) rzut sędziowski b) wyrzut piłki z autu c) 1,2 lub 3 rzuty wolne 5. Czas gry w koszykówce wynosi: a) 2 x 20 min. b) 4 x 10 min c) nie jest ograniczony 6. Karą dla drużyny, której zawodnik popełnił błąd kroków jest: a) rzut sędziowski b) jeden rzut wolny dla Sam pomysł wykorzystania zapory wodnej jako boiska do kosza już brzmi jak pozytywne szaleństwo. Co dzieje się z piłką do kosza rzuconą z wysokości 126 Łukasz Cegliński 15.12.2021 07:17. Stephen Curry przeszedł do historii NBA w wyjątkowych okolicznościach. W nowojorskiej Madison Square Garden, w centrum koszykarskiego wszechświata, trafił Kręgosłup powinien przylegać do podłoża na całej linii. Unikaj odrywania odcinka lędźwiowego (możesz podłożyć ręce pod plecy). 2. Złap piłkę stopami i kostkami. 3. Mocno ściśnij i powoli unieś proste nogi z piłką w kierunku głowy. 4. Nie odkładaj piłki. Wykonaj 10 powtórzeń, ciągle trzymając ją między stopami. DUpRlyd. Po rzucie z ponad 20 metrów piłka leci przez 1,8 sekundy. „Rzuca z własnej połowy. Trafił? Trafił! Niebyw… Coś niebywałego!” – krzyczy, sylabizując ostatnie słowo Ryszard Łabędź komentujący mecz Nobilesu Włocławek ze Śląskiem Wrocław w TVP 1. Od najsłynniejszego rzutu w historii polskiej ligi koszykarzy, którym Jacek Krzykała wygrał spotkanie dla Śląska, minęło już 20 lat. Jacek Krzykała (Fot. Mieczysław Michalak/Agencja Gazeta) Retro – wyjątkowe buty do basketu tylko w Sklepie Koszykarza >> 3 października 1998 roku, mecz siódmej kolejki sezonu. 86:85 dla Śląska we Włocławku, pięć sekund do końca, rzut sędziowski pod koszem gości. David Van Dyke, środkowy Nobilesu, wygrywa wznowienie i zbija piłkę do tyłu. Dopada do niej Roman Prawica, który po zwodzie i koźle rzuca za trzy. „Trafił! Za trzy! Roman Prawica bohaterem tego spotkania” – krzyczy komentator TVP Ryszard Łabędź, podczas gdy kibice w małej włocławskiej hali niemal spadają z trybun, a tłum graczy i trenerów z Włocławka wyściskuje Prawicę na środku boiska. – Zegar poszedł do końca, myśleliśmy, że to koniec, że wygraliśmy. Byliśmy w euforii, bo zwycięstwo ze Śląskiem dla Anwilu było czymś wyjątkowym. Radość była niesamowita – wspomina dzisiaj Prawica. – Jak Romek trafił za trzy, to wpadliśmy na parkiet, rzuciliśmy się mu na szyję, przewróciliśmy go z radości na boisko. Sędziowie cofnęli zegar o sekundę, więc zeszliśmy z boiska, ale stojący obok mnie Arek Makowski cieszył się: „Ale będzie impreza!” – opowiada Hubert Radke, były koszykarz Anwilu. Impreza była, ale we Wrocławiu. Goliat, Dawid, chęć rewanżu Mecze Śląska z Nobilesem były klasykiem, największą ligową rywalizacją w latach 90. Śląsk, krajowy potentat z metropolii, którego największym symbolem był najbardziej utytułowany polski koszykarz i trener Mieczysław Łopatka, medale mistrzostw Polski kolekcjonował regularnie – w przedziale lat 1963-91, który wyznaczają srebrne dla Polski mistrzostwa Europy we Wrocławiu oraz awans do ekstraklasy zespołu z Włocławka, Śląsk z ligowego podium spadł tylko sześć razy! Nobiles, absolutny debiutant na koszykarskiej mapie z nieco ponad 100-tysięcznego Włocławka, budowany był w błyskawicznym tempie jako jeden z pierwszych po demokratycznych przemianach przełomu lat 80. i 90. Dokładnie w 1990 roku szef firmy Provide wpadł na pomysł, by z trzecioligowej Włocłavii stworzyć silny zespół. Siłę tworzyli najpierw dwaj Białorusini Jewgienij Pustogwar i Siergiej Słaniewski, a także koszykarze kupieni z Koszalina, Bydgoszczy, Torunia i Szczecina. Trenerem został Mirosław Noculak, a gwiazdą – od sezonu 1991/92 – Igor Griszczuk. Po piorunującym awansie do ekstraklasy Provide zbankrutowało, ale drużynę uratowała w ostatniej chwili fabryka farb i lakierów. Nobiles przeprowadził duże transfery i już w pierwszym sezonie awansował do finału ligi. Z dominującym w latach 90. Śląskiem, którego prowadził znakomity wówczas Keith Williams, przegrał jednak sromotnie – 73:121, 84:92 i 65:101. Dla włocławian to był smutny, ale jednak początek wielkiej rywalizacji. – W pierwszym sezonie w ekstraklasie chodziłem na wszystkie mecze Nobilesu i doskonale pamiętam to przekonanie wśród kibiców, a nawet w całym mieście, że na pewno zrewanżujemy się Śląskowi w roku kolejnym. W tym kolejnym sezonie się nie udało, ale chęć rewanżu rosła i wytworzyła się ta cała otoczka towarzysząca potem meczom Nobilesu ze Śląskiem – wspomina Radke. Kilka metrów Griszczuka Po trafieniu Prawicy Włocławek jest ekstazie, ale szybko okazuje się, że spotkanie jeszcze się nie skończyło. – W momencie rzutu sędzia stolikowy nacisnął na przycisk zatrzymujący czas, ale czas nie stanął. Dlatego po konsultacjach z sędziami pozwoliliśmy dograć Śląskowi sekundę – wyjaśniał po meczu komisarz Eugeniusz Kuglarz. Zamieszania nie byłoby, gdyby nie fakt, że właśnie z początkiem sezonu 1998/99 wprowadzono przepis o zatrzymywaniu czasu gry w ostatnich dwóch minutach po zdobytym koszu. Teraz, podczas oglądania powtórki końcówki na YouTube, widać, że w momencie, w którym piłka wpada do kosza po rzucie Prawicy, na zegarze są dwie sekundy. Wówczas, w gorącej atmosferze, sędziowie cofnęli zegar o jedną. Trener Nobilesu Eugeniusz Kijewski prosi o czas. – Dokładnie pamiętam tę przerwę – mówiłem koszykarzom, że musimy kryć rywali tak, żeby piłkę dostali, stojąc tyłem do kosza, a nie przodem – wspomina teraz Kijewski. – Mieliśmy postawić strefę pod własnym koszem i próbować bez faulu przechwycić lub choćby wybić długie podanie – dodaje Prawica. Trzech koszykarzy Nobilesu pilnuje gości na własnej połowie, Alan Gregov wyszedł wyżej i kontroluje zasłonę, którą Jarosław Zyskowski wykonuje Andrzejowi Adamkowi. Piłkę zza linii końcowej wybija Raimondas Miglinieks – przez ułamek sekundy rozważa długie podanie, ale w końcu daje piłkę najbliżej stojącemu Krzykale, od którego na kilka metrów odszedł Griszczuk. – Akurat Igor przestraszył się, że Krzykała go wyprzedzi, i cofnął się o kilka metrów. Jednocześnie bał się, że Śląsk wykona długie podanie. Gdyby Krzykała dostał piłkę tyłem do kosza, to w sekundę nie zdołałby się odwrócić i oddać rzut – analizuje po latach Kijewski. Retro – wyjątkowe buty do basketu tylko w Sklepie Koszykarza >> Mafia, Teleexpress, śruba i „Rumunia” Kibice o rywalizacji Śląska z Nobilesem mówią „święta wojna”, w Wikipedii jest nawet strona „Mecze Anwilu Włocławek ze Śląskiem Wrocław”. Wynika z niej, że było 88 takich spotkań, z których 54 wygrali wrocławianie. Aż 42 mecze odbyły się w play-off, aż 25 w pięciu finałach, z których w każdym zwyciężał Śląsk. – Jak Śląsk przyjeżdżał do Włocławka, to działy się rzeczy niespotykane na innych meczach – opowiada Radke. – Na starej hali we Włocławku kibice zasypywali serpentynami połowę boiska, na której miał się rozgrzewać Śląsk, uniemożliwiając bieganie, i dwie drużyny musiały się wspólnie rozgrzewać na jeden kosz. Porządkowi serpentyny sprzątali, ale kibice rzucali nowe. Pamiętnych meczów było mnóstwo. W pierwszym spotkaniu wspominanego finału z 1992 roku Jarosław Zyskowski ze Śląska tak niefortunnie uderzył w podkoszowej walce Griszczuka, że Białorusin doznał ciężkiego urazu odcinka piersiowego kręgosłupa. Griszczuk mówił wówczas, że takie zagrania się zdarzają, ale dla kibiców z Włocławka Zyskowski był wrogiem nr 1. W półfinale w 1996 roku, w trzecim meczu we Wrocławiu, Griszczukowi odgwizdano piąte przewinienie już w 32. minucie, a Nobiles przegrał zaciętą końcówkę. Faule Białorusina były wątpliwe, a ten – zawsze w gorącej wodzie kąpany – miał wtargnąć do szatni sędziów i grozić im białoruską mafią. W finale w 1999 roku, podczas dramatycznego meczu nr 6, który Anwil wygrał 71:68 i wyrównał stan rywalizacji na 3-3, TVP 1 przerwała transmisję ze względu na emisję „Teleexpressu”. Tysiące ludzi pod starą halą we Włocławku były rozwścieczone, bo telewizyjny przekaz był jedynym źródłem przebiegu meczu. Ekipa TVP obawiała się potem o swoje bezpieczeństwo, a spotkanie przeszło do historii ze względu na nieudolność decydentów z telewizji. Senator PO Andrzej Person, kibic drużyny z Włocławka, wspomina, że w starej hali w tym mieście śrubą trafiony został kiedyś obecny marszałek Sejmu Grzegorz Schetyna, który był prezesem Śląska. – Kibice z Wrocławia mówili na nas „Rumunia”, ale ja zawsze apelowałem, żeby te ich określenia znosić z godnością – mówi Person. Znosili je także koszykarze, z których wielu – np. Raimondas Miglinieks, Alan Gregov, Dainius Adomaitis, Robert Kościuk czy Andrzej Wierzgacz – grało i we Wrocławiu, i we Włocławku. 1,8 sekundy Po sześciu kolejkach sezonu 1998/1999 Anwil był na pierwszym miejscu w tabeli. W siódmej do Włocławka przyjechał Śląsk i, co w złotych czasach dla koszykówki było naturalne, ekipa TVP. Spotkanie potentatów było dramatyczne, a „Gazeta” opisywała je tak: „W pierwszej połowie dopiero w ostatnich pięciu minutach goście uzyskali znaczną przewagę (49:38). Jeszcze w 33. minucie prowadzili 75:70. Włocławianie w ataku mądrze grali na Davida van Dyke’a, z dystansu nie mylił się Alen Gregov i po dwóch minutach wyrównali. Siedem sekund przed ostatnim gwizdkiem Igor Griszczuk trafił pierwszy rzut wolny (85:86). Drugi chybił, a do piłki rzucili się Krzykała i van Dyke. Sędziowie nakazali rzut sporny”. Po koszu Prawicy, czasie dla Nobilesu i chwili zawahania Miglinieksa piłkę otrzymuje niepilnowany Jacek Krzykała. – W tej sekundzie nie było czasu, żeby myśleć, po prostu rzuciłem – opowiadał tuż po meczu jego bohater. – Wiedziałem, że to jedyna szansa. Wszyscy włocławianie cofnęli się pod własny kosz, by pilnować naszych wysokich. Gdy rzuciłem, nie podejrzewałem, że piłka wpadnie. Gdy już leciała, pomyślałem, że dobrze leci. Wpadła i dalej już nie pamiętam, bo wszyscy się na mnie rzucili. Po rzucie Krzykały z ponad 20 metrów piłka leci przez 1,8 sekundy. „Rzuca z własnej połowy. Trafił? Trafił! Niebyw… Coś niebywałego!” – krzyczy, sylabizując ostatnie słowo Ryszard Łabędź. Dzisiaj komentator TVP wspomina: – Była konsternacja po rzucie – zaliczą punkty czy nie? Sędziowie podchodzili do stolika, były narady, protesty, radość i niepewność. Ale to dość szybko się rozstrzygnęło i tylko potem ze strony Nobilesu było jakieś niepotrzebne przeciąganie kontrowersji. – Na pewno ta akcja została przeprowadzona w czasie i rzut został słusznie zaliczony – twierdził krótko po wygranej trener Śląska Andrej Urlep, a Kijewski mówił: – Sędziowie uznali, że rzut trzeba zaliczyć, więc został zaliczony. Dla Nobilesu był to początek czarnej serii, bo dwa kolejne mecze z zespołami ligowej czołówki – z Ericssonem Bobrami Bytom i Hoopem Pekaes Pruszków – włocławianie przegrywali w ostatnich sekundach. Jak ZSRR – USA w Monachium Bohater Krzykała o swoim słynnym rzucie mówi dzisiaj bez ekscytacji: – To był po prostu fajnie zakończony mecz, o którym mówiło się przez lata. Nie pamiętam już, jak miała wyglądać ta akcja, ale nie dziwię się Igorowi, że się cofnął, bo ile takich rzutów z daleka wpada do kosza? Jeden ze 100, może 200. W tym przypadku mieliśmy szczęście, a oni pecha. Czy Krzykała czuje się niewolnikiem tego rzutu? – Nigdy się nad tym nie zastanawiałem, choć na pewno się to za mną ciągnęło, przypominano mi ten rzut – zastanawia się były koszykarz. Prawica, który byłby bohaterem, gdyby nie Krzykała, mówi wprost: – Ten rzut mnie prześladuje – gdzie bym się nie pojawiał, ciągle mi się go przypomina. Trafiłem trójkę, ale i tak wszyscy mówią o rzucie Jacka, wszyscy mnie o tą akcję pytają. – Niesamowity rzut. Nie widziałem takiego innego w karierze. Chociaż… – Prawica zawiesza głos i kontynuuje: – Sam trafiłem kiedyś podobny na spartakiadzie młodzieży – w finale z Bydgoszczą udało mi się wyprowadzić taki rzut zza połowy boiska przy remisie. Wpadło, zdobyliśmy złoto. To był mój najważniejszy rzut – śmieje się koszykarz ze Stalowej Woli. Person o Rzucie Krzykały: – To była najbardziej dramatyczna końcówka meczu w Polsce, jaką widziałem. Jedyne, co przychodzi mi do głowy, to porównanie z finałem igrzysk w 1972 roku, kiedy ZSRR pokonał USA punktem po rzucie w ostatnim sekundzie, które poprzedzało wielkie zamieszanie z cofaniem czasu. Krzykała, w 1998 roku zawodnik 22-letni, został później nagrodzony za pamiętną akcję przez… rywali. – Jak Nobiles przyjechał w tamtym sezonie na rewanż do Wrocławia, to przed meczem dostałem serwis do kawy. Goście mówili, że choć przegrali, to przez niecodzienne okoliczności nazwa ich klubu i sponsora była szeroko promowana – wspomina Krzykała. – O moim rzucie mówi się tyle ze względu na okoliczności – daleki dystans, to, że decydował o zwycięstwie, no i ta święta wojna z Włocławkiem – mówi były koszykarz Śląska. I rzeczywiście, ten mecz z października 1998 roku był wielki, choć odbywał się w sezonie zasadniczym – zagrali w nim jednak Alan Gregov, Igor Griszczuk, Tomasz Jankowski czy Bartłomiej Tomaszewski (Nobiles) i Jarosław Zyskowski, Raimondas Miglinieks, LaBradford Smith czy Maciej Zieliński (Śląsk), a na ławkach siedzieli Eugeniusz Kijewski i Andrej Urlep, którzy wszyscy razem tworzyli historię polskiej koszykówki w latach 90. Drugi „rzut Krzykały” Rok po słynnym rzucie koszykarz Śląska doznał kontuzji zerwania więzadeł krzyżowych w lewym kolanie. – To przyhamowało moją karierę, choć potem grałem jeszcze i w Śląsku, i np. w Prokomie Trefl Sopot, ocierałem się o kadrę Polski. Urazy to część życia sportowca i trzeba sobie z tym radzić. Z jednej strony jest to ciężki okres, którego nikomu nie życzę, ale z drugiej taka przerwa uczy pokory, kształtuje charakter, pomaga w dążeniu do celu. W sezonie 2005/06 Krzykała trafił drugi „rzut Krzykały” – już jako zawodnik Stali Ostrów trafił za dwa w ostatniej sekundzie wyjazdowego meczu ze… Śląskiem we Wrocławiu. – Powiem banalnie – takie jest życie sportowca, który wychodzi na boisko z myślą o zwycięstwie niezależnie od tego, dla kogo i z kim gra – komentuje Krzykała. Jako syn koszykarza – ojciec Wojciech na przełomie lat 70. i 80. święcił triumfy w ekstraklasie z lubelskim Startem i Górnikiem Wałbrzych – Jacek Krzykała na koszykówkę był skazany. – Jako dziecko przebywałem z tatą na turniejach, obozach, meczach i często miałem piłkę w ręku, którą sobie rzucałem – mówi. Czy od początku trafiał tak niesamowite rzuty? – Z tym moim rzutem to na początku kariery było różnie, ale rzeczywiście dużo nad tym elementem pracowałem i skuteczność z gry – szczególnie z dystansu – poprawiałem – mówi bohater. Co obecnie robi Krzykała? – Pracuję w firmie, która jest przedstawicielem Spaldinga na Polskę, a poza tym trenuję juniorskie grupy w Śląsku. Czy planuję trenerską karierę? AWF-u nie skończyłem, tylko Akademię Ekonomiczną, i zawsze myślałem, że po zakończeniu kariery właśnie z tą ścieżką się zwiążę. Ale z koszykówką ciężko się rozstać, bycie trenerem to takie przedłużenie kariery zawodniczej. Prowadzę zespoły młodzieżowe, ale kto wie – może kiedyś sprawdzę się w seniorach? Nie mówię nie, ale potrzeba mi i nauki, i szczęścia. Szczęście i Krzykała? Na boisku chodzili parami. Łukasz Cegliński *artykuł pierwotnie (2011 rok) ukazał się w Właściwie ten filmik omawia wszystko. Wyskok to sprawa indywidualna, niscy gracza wybijają się wyżej w NBA bo są niejako zmuszeni do tego, wyżsi gracze się nie bawią już w wysokie skakanie przy rzucie. Wysoki 'release point' możesz osiągnąć przez dobry timing rzutu przy wyskoku i odpowiednie kąty tj. łokieć zgięty pod kątem 90 stopni, ale już ramie do ciała nie musi tego kąta trzymać. Generalnie chodzi mi o taki efekt, który osiągał Kobe: Timing rzutu przy wyskoku jest niesamowicie istotny, albo przy wznoszeniu (łatwiej osiągnąć momentum, mniej siły wkładamy w rzut) albo w najwyższym punkcie wyskoku, nigdy przy opadaniu (no chyba, że zmusi nas obrońca). Ustawienie stóp to też sprawa indywidualna, duża część koszykarzy NBA ustawia je pod kątem ~30 stopnia (i więcej) do kierunku rzutu, generalnie wszystko sprowadza się do ustawienia odpowiedniego tułowia, czyli ręka rzucająca jest wysunięta bardziej w kierunku kosza, więc stopy się ustawia już pod to, jedna noga może być nawet bardziej wysunięta od drugiej (jak komu wygodniej). Polecam np obejrzeć Hardena: No ale jeśli już miałbym wskazać kogoś od kogo warto uczyć się rzutu to postawiłbym na Klaya Thompsona, ze względu na to, że wszystkie fundamenty rzutu są łatwo dostrzegalne w jego technice. Generalnie chodzi tutaj o taki automat, do którego każdy powinien dążyć. Chodzi tutaj żeby rzut był powtarzalny i wszystko pracowało jak w maszynie. Takiego efektu nie uda nam się osiągnąć w miesiąc, to mogą być nawet lata treningów, miliony powtórzeń, ale w rzucie Klaya najbardziej jest dostrzegalne to czego nie zawsze widać w rzutach innych graczy, mowa o "balansie". Polecam filmik: W balansie ogromnie istotny jest nasz "core", czyli wszystkie mięśnie tułowia, które stabilizują nasze ciało na ziemi czy w powietrzu. Zresztą Klay w jakimś swoim filmiku na YT wspominał o stabilnym core jako jednym z najistotniejszym elementów rzutu. O Klayu i jego technice rzutu można przeczytać w tym artykule: Warto zwrócić uwagę jak tułów graczy pracuje przy off balance rzutach czy fadeaway'ach. Jordan był takim mistrzem fade away'a i bez względu na to jak miał dziwnie ustawione stopy oraz ciało przy wyskoku, zawsze dzięki silnemu i stabilnemu core potrafił ustawić odpowiednio swój tułów w powietrzu w kierunku kosza. Polecam pierwszy lepszy filmik: Jeśli chodzi o sam release to warto najpierw sprawdzić z którego palca najwygodniej nam rzucać. Dawniej zdecydowana większość graczy na środku piłki ustawiała palec wskazujący. Dziś zdecydowanie częściej spotykać można graczy rzucających z palca środkowego. Trzeba porzucać sobie piłkę np w górę i samemu sprawdzić czy piłka jest wypuszczana dobrze tj. nie ma żadnej rotacji bocznej przy rzucie. Jeśli wchodzi nam jakaś rotacja boczna przy rzucie to trzeba najpierw to skorygować. Każdy jest inny, ma różną wielkość dłoni, palców, kształt tych palców i wiele rzeczy trzeba rozpatrywać/sprawdzać/korygować we własnym zakresie. TLDR: Duży wyskok przy rzucie jest przereklamowany, najważniejsza jest powtarzalność rzutu, a taką trudno osiągnąć wysoko się wybijając Można osiągnąć wysoki release point wysoko się nie wybijając, ale równie ważna jest sama szybkość rzutu, czyli to jak szybko składamy się do rzutu i potrafimy oddać rzut. Jak już opanuje się podstawy to można popracować na szybkością rzutu - S. Curry jest tutaj chyba najlepszym wzorem. Temat lekcji: Nauczanie rzutu piłki do kosza z dodatkowe: Doskonalenie podań i chwytów w piłce Emilia GrześkowiakKlasa: IV Liczba ćwiczących:14 uczniówMiejsce ćwiczeń: sala gimnastycznaPrzyrządy i przybory: piłki do mini koszykówki, szarfy, słupki;Metody: zadaniowa , zabawowa,Formy: praca indywidualna, jednym frontem, grupowa;Czas trwania:45 minutCele nauczania w zakresie: Cel główny : Uczeń potrafi wykonać rzut z dwutaktu z prawej strony kosza;Potrafi wykonać podania i chwyty w różnym potrafi wyczuwać czas, odległość i przestrzeń (boisko do gry w koszykówkę) podczas podań i szczegółowe :II. Wiadomości: Uczeń zna przepisy gry w mini koszykówkę – błąd kroków, wie jak ich technikę motoryczna: Uczeń poznaje ćwiczenia pozwalające na rozwijanie szybkości reagowania, koordynacji wzrokowo-ruchowej, orientacji ucznia:Uczeń współpracuje w zespole, przyczynia się do sprawnego przeprowadzenia Akcenty wychowawcze: Uczniowie przestrzegają zasady bezpieczeństwa podczas lekcji. Uczniowie dokonują samokontroli i samooceny podczas zadania WSTĘPNA IĆwiczenia organizacyjno-porządkowe 3'Zbiórka sprawdzenie obecności i przygotowania do uczniów z tematem i celami lekcji. Motywacja do aktywnego udziału w ożywiająca 3'„Ogonki”Uczniowie otrzymują szarfy, które umieszczają z tyłu za gumką od spodenek. Wyznaczony uczeń jest „berkiem”. Jego zadanie to zebranie jak największą liczbę szarf „ogonków”.Ćwiczenia kształtujące z piłką 11'- podrzut piłki i klaśnięcie w dłonie- oplatanie piłki wokół NN, T, G - podanie piłki z ręki do ręki nad głową -podrzut piłki, siad, powstanie, chwyt - rozkrok-krążenie piłki wokół jednej nogi -rozkrok-krążenie piłki po tzw. ósemce- kozłowanie piłki P i L ręką - piłka po prawej stronie, kozłując przechodzimy do leżenia i z powrotem do siadu- skłon T w przód z piłk?- przysiady z piłk?-chwyt P między NN-przekładanie P w siadzie po ósemce-przepychani rękoma Piłek dwoma piłkami-odbicia P o P -trzymanie P na P-wybijanie P z RR trzymanej P .CZĘŚĆ II GŁÓWNA 25'Doskonalenie podań w dwójkach i trójkach Ćwiczenia koordynacji wzrokowo-ruchowej-podania w 2-ch sprzed klatki piersiowej i po koźle z jedną piłką/dwoma piłkami zakończone rzutem do kosza-podania po trójkącie jedną piłką/ dwoma piłkami-podania z wyjściem do piłkiNauczanie rzutu z dwutaktu do dwutaktu w marszu bez piłki;2 w biegu z akcentem odbicia w górę bez piłki; z prawej strony kosza w marszu, w biegu bez piłki; 1 z piłką; ćw 2 z piłką; ćw 3 z piłką;CZĘŚĆ III KOŃCOWA 3'Ćwiczenia uspokajające- uspokojenie organizmu, marsz dookoła saliCzynności organizacyjno-porządkowe - zbiórka, omówienie lekcji;- ocena wyróżnienie uczniów najlepiej ćwiczących, - podsumowanie współzawodnictwa;- ewaluacja zajęć;- zachęcenie do pozaszkolnej aktywności fizycznej;- pożegnanie.